• Oblicze Boże. Teologia - ikonografia - duchowość

  • Medalik z błogosławieństwem św. Franciszka

YouTube facebook

Myśl franciszkańska nie od franciszkanina

Zapraszamy Was do zapoznania się z refleksją jednej z uczestniczek Szkoły Duchowości Franciszkańskiej cz. II. Jak jeszcze ktoś ma wątpliwości, że nasze zajęcia zmieniają życie, to teraz je rozwieje.


Za każdym razem, kiedy przyjeżdżam do Krakowa najpierw ogarnia mnie delikatny strach, a w głowie chaos i jakby zamęt. Taki, do jakiego mieszkając na co dzień w Jaśle nie przywykłam. Ale to nie dlatego, że Jasło jest miastem spokojnym i zacisznym. Po prostu Kraków jest większym miastem pod względem ludzi, wydarzeń, szybszego życia. A może też dlatego, że droga z dworca do krakowskich franciszkanów, którą kiedyś dawno temu sobie wyznaczyłam, urozmaicona jest natychmiastowym gwarem i natężeniem ruchu. Wychodząc na dworcu z autobusu od razu wchodzę do galerii, gdzie jest wszystko i są wszyscy, i trzeba mieć oczy dookoła głowy. Znam dobrze te skrajne emocje,  ponieważ wiem, że strach i zachwyt wynikają z niewiedzy i z braku poznania, a im częściej przyjeżdżam do Krakowa, tym bardziej to miasto kocham.

Specyfika wyznaczonej przeze mnie drogi przez plac przy teatrze Słowackiego, ul. Szpitalną, św. Marka, Rynek i Bracką, dodaje poczucie bezpieczeństwa, ponieważ znam ją na pamięć. Antykwariaty, które bardzo lubię, wystawy sklepowe, restauracje pozamykane rano bo otwarte w nocy, rozmowy w różnych językach świata. Dźwięki tramwajów, dorożek i nasilający się z czasem gwar, bo o poranku Kraków śpi, przypomina mi, że to miasto należy do "nocnych marków". Gdybym kiedyś zamieszkała w Krakowie, to też należałabym do grona tych pozytywnie zakręconych. I ta obecność bezdomnych, dla większości uznawana za normalne zjawisko. Mieszkając na co dzień w mniejszym mieście aż tak nie widać "nędzy ludzkiej", na jaką można natknąć się tutaj, w Krakowie.

Mimo że Kraków nie od razu czule się wita, to są tutaj osoby, które cenię i dzięki którym tenże Kraków tylko przez moment przeraża. Duże miasto rządzi się swoimi prawami. Później jest już coraz lepiej.

Tak się składa, że tym razem znów będzie mi dane obserwować krakowską aurę od później jesieni aż do początku lata. A to wszystko dzięki rocznym wykładom w Szkole Duchowości Franciszkańskiej, która jest dla mnie rokiem nie tylko akademickim, ale również formacyjnym. Dokładnie 5 lat temu ukończyłam pierwszy etap dokładniejszego poznawania duchowości franciszkańskiej. W tym roku „wyższy poziom wtajemniczenia”. Mam nadzieję, że przy Instytucie Studiów Franciszkańskich będzie trzeci i następny poziom.

I o tym jednym wykładzie chciałabym pokrótce opowiedzieć. Ale nie o samym wykładowcy, który nie wiem z jakiego powodu nie jest franciszkaninem (!). A o tym, jak działa przekazywane SŁOWO. Bo o tym mówił do nas ks. prof. Robert Woźniak.

Od pierwszego wykładu założyłam sobie taką myśl przewodnią i zapisałam sobie: Więcej słuchania, mniej mówienia. I tak miało być. Miałam przyjeżdżać, słuchać i nic nie mówić, wręcz zamilknąć.  Nie wiem o czym wtedy myślałam, ale to jest niezgodne z logicznym myśleniem. Tak się nie da. W moim przypadku, a doświadczenie mi podpowiada, że kiedy przychodzą takie postanowienia, to Bóg mi stawia na drodze takie osoby jak ks. Woźniak.
Był to najpiękniejszy wykład, na jakim kiedykolwiek byłam. Jeśli są tacy ludzie, jak ks. prof. Robert Woźniak, to teologia przetrwa w przekazywanym słowie nie tylko jako wiedza, ale przede wszystkim jako modlitwa. Pierwszy raz nie chciałam wracać z Krakowa do domu. Miałam burzę myśli.

Teologia jako słowo. Słowo o Bogu, słowo Boga do nas i słowo nasze do Boga. Teologia nie jest rozrywką dla wierzących i niewierzących. W teologii nie ma dowolności.

Św. Franciszek stał się księgą zapisaną od wewnątrz i od zewnątrz. To odkrył św. Bonawentura.

Św. Franciszek jest teologią. Jest słowem.

Zobaczyć oblicze Boga może ten, kto Go naśladuje. Ten, kto nie idzie przed Nim, ale za Nim.

Nie tyle Bóg powiedział, co zrobił. Zesłał syna. Miłość ofiaruje się w konkretnym czynie.

Miłość jest po to, aby ją odsłaniać. Widzieć. Słyszeć. Dotykać. Nie każdy potrafi przyjąć miłość i odbiera jako zawłaszczenie.

Bóg dał się zobaczyć, usłyszeć i dotknąć przez syna. Bóg jest prosty, dostępny, bliski.

Teologia jest słowem.

Teologia jest modlitwą.

Teologia jest zaangażowaniem. Teologia, to relacja. Relacja jest najważniejszym słowem w chrześcijaństwie.

Teologia, to słuchanie. Ale jeśli się słucha, to trzeba pytać.

Teologia, to myślenie z przyzwoleniem woli.

Teologia, to wiara poszukująca zrozumienia i zgoda woli na działanie Boga w nas.

Każdy z nas ma tendencję do zamykania Boga w obrębie tego, co sam zrozumiał. A Boga nie da się zamknąć w ramy. Jeśli takiego Boga przedstawiamy innym, to nie powinniśmy się dziwić, że ludzie uciekają od nas, boją się nas i tego Boga, w którego wierzymy.

Otwartość i ciekawość, to cnoty teologiczne.

Powołanie, to chęć nieustannego poznawania Boga. Wtedy rozum pęka i wolność się rozszerza.

Słowem można zabić. Słowem można dać nadzieję tak ogromną, że człowiek w agonii na drugi dzień jest wypisywany ze szpitala jako zdrowy. Czy to możliwe? Tak. Wtedy, kiedy otworzymy się z wiarą na moc wypowiadanego słowa, które góry może przenosić.

Słowem jest już trudniej ludziom się komunikować. Prościej komunikować się poprzez znaki. My, ludzie koniecznie chcemy widzieć te znaki, ale czy je dostrzegamy? To w takim razie jak Bóg ma przekazać ważne dla nas słowo?  Daje nam znaki częściej, niż nam się wydaje. W drugim człowieku, którego nie chcemy posłuchać, nie chcemy zobaczyć, odrzucamy, bo jest natarczywy.

Często w stosunku do bliźnich rzucamy słowa na wiatr, ale od Boga oczekujemy, że Bóg słowa dotrzyma, spełni życzenia jak wróżka.

Zbyt płytko rozumiemy język. Słowo nie jest niewinne. Z każdego wypowiedzianego słowa będziemy rozliczeni.

Dlaczego swoją refleksję zatytułowałam myśl franciszkańska nie od franciszkanina? Z dwóch powodów.

Pierwszy:

Ks. prof. Robert Woźniak jest księdzem diecezjalnym, teologiem, który, moim zdaniem, przeżywa, praktykuje i traktuje swoją duchowość dokładnie tak, jak nam słuchaczom przekazywał.

Teologia nie musi być tylko wiedzą akademicką. Teologia może być i powinna być modlitwą. Teologia, to operacja na otwartym sercu Boga, którą to ja przeprowadzam. Bóg stworzył nas – ludzi – na swoje podobieństwo, czyli serce każdego człowieka jest tak samo wrażliwe jak serce Boga, tak samo boli. I kiedy popatrzmy z tej perspektywy i przełożymy ten obraz na nasze relacje z konkretnymi osobami, to łatwiej zrozumiemy zranienia. Nie tyle swoje, ale przede wszystkim te, kiedy sami ranimy. Każda nasza relacja z drugą osobą, to jak operacja na jej otwartym sercu. Jaką trzeba posiadać precyzję, żeby nie zadać bólu. Może zanim zdecydujemy się na relacje z kimś, zastanowimy się bardziej, czy posiadamy odpowiednie narzędzia do jej budowania.

Duchowość franciszkańska, to poukładanie, relacyjność, spotkanie z trędowatym. Dosłownie. Kim dla mnie jest ów trędowaty?

Szczęście jest w przekraczaniu siebie, nie w dyscyplinach sportowych, a w relacjach z innymi. Technika skróciła dystans, ale nie wypracowała bliskości.

Nie ma czegoś takiego, jak odcinanie się od innych.

Teologia jest rzeczywistością jednolitą.

Jak chcecie, żeby was słuchali, sprawcie aby was pokochali.

Autentyczność w przekazywanym słowie, które nie było tylko z teorii, ale z własnej praktyki. To było spójne. I tej spójności z całego serca życzę ks. Robertowi w drodze ku wieczności. Bo jest to człowiek zaangażowany w to, kim jest.

A na koniec myśl jak najbardziej franciszkańska od franciszkanina, o. Arkadiusza Żelechowskiego. Z tego dnia, w którym był nasz zjazd, czyli 04 grudnia 2021 r. Ta myśl została udostępniona w mediach społecznościowych franciszkanie.pl i również wypowiedziana podczas Mszy Świętej o godz. 9 przed rozpoczęciem naszego spotkania. A przecież nie ma przypadków. Mocno ufam i wierzę, a także odczytuję to jako znak od Boga dla mnie: "Ludzie wokół mnie to też jakiś tłum. Tłum, z którego często wybieram tych, których lubię. Tłum, na który łatwiej byłoby patrzeć bez kilku twarzy w nim. Tłum, który zawsze czegoś chce albo tłum, dla którego nie istnieję. Spojrzenie Jezusa jest sprawiedliwe w miłości. Widzi, że każdy jest znękany, porzucony. Każdy mieści się w Jego polu widzenia. Miłość – to czasem brzmi bardzo dumnie. A może wystarczy by zabrzmiało najpierw tłumnie".

I tak przy okazji:

Polecam czytać niełatwe książki. Jedną z takich książek jest Myśl franciszkańska, która ukazała się niedawno nakładem wydawnictwo Bratni Zew. Praca nad wydaniem i redagowaniem, to zaangażowanie osób, dla których duchowość franciszkańska jest źródłem przekazywanego słowa, które w relacjach z innymi ludźmi staje się narzędziem łączącym i znakiem czasu, żeby jeszcze bardziej zrozumieć nasz współczesny świat.

I to drugi powód dlaczego moją refleksję tak zatytułowałam:

Kwintesencją kolejnego mojego przyjazdu do Krakowa jest potwierdzenie poprzez weryfikację w wykładzie ks. Roberta Woźniaka, że moje myśli i działania zwrócone są w odpowiednim kierunku. Tak bardzo jestem poruszona i wdzięczna Bogu, że dane mi jest zobaczyć i dostrzec ten kolejny i mam nadzieję nie ostatni znak czasu. A to dopiero początek roku akademickiego w Szkole Duchowości Franciszkańskiej…

Maria Ostapińska
Jasło, 04.12.2021

stat4u PageRank Checking Icon