• Nasze książki dostępne w sklepie wydawnictwa Bratni Zew

  • Odnaleziona biografia św. Franciszka z Asyżu wydana po polsku!

  • Boże Narodzenie ze św. Franciszkiem

YouTube facebook

Wielkanoc w Jerozolimie

Przedłużając świętowanie zakończonej właśnie Oktawy Wielkanocnej, zapraszamy do lektury tekstu powstałego w ostatnich dniach u źródeł wydarzeń, stanowiących centrum tego niezwykłego czasu. Refleksjami z samej Jerozolimy dzieli się z nami Ilona, zaprzyjaźniona studentka, przebywająca właśnie na wolontariacie w Ain Karem.

Blisko, jak najbliżej – Wielkanoc w Jerozolimie

Jest gorąco, po podejściu na Górę Oliwną koszulki lepią się od potu. Chłopcy ze Wschodniej Jerozolimy sprzedają nieprzygotowanym pielgrzymom wodę za łan dolar only, a za dziesięć szekli można kupić gałązkę palmową przyozdobioną palestyńską flagą. Ale większość przybywających niesie już własne gałązki oliwne lub palmowe; te ostatnie nierzadko są misternie posplatane. Procesja rusza, tysiące ludzi chcących powtórzyć trasę, którą Chrystus wjechał do Jerozolimy na osiołku – z Betfage ku murom miasta – rozpoczyna radosny pochód. Procesja w niczym nie przypomina tego, co znamy chociażby z obchodów Bożego Ciała - to kolorowy, hałaśliwy korowód, rozbrzmiewający językami wszystkich kontynentów; ktoś bije w bęben, ktoś gra na gitarze, z każdej strony konkurujące ze sobą pieśni. Hosanna – wyśpiewane na multum sposobów. A gdy procesja dochodzi do celu i na dziedzińcu kościoła świętej Anny patriarcha Jerozolimy błogosławi wszystkich relikwiami Krzyża Świętego, pielgrzymi zostają jeszcze, by potańczyć przy wtórze arabskich pieśni.

Nie dziwi ich radość – w końcu są w Jerozolimie, w sercu chrześcijańskiego świata i to w przededniu najbardziej wyczekiwanych świąt w roku. Najświętszy czas zyskuje tutaj kolejny, komplementarny wymiar – przestrzeń. Dla mnie również to wielkie przeżycie – do tej pory opisywane w Starym Testamencie ludy Jebusytów, Chiwwitów czy Ammonitów moja wyobraźnia umieszczała na jednej półce z Ludźmi Pustyni z Gwiezdnych Wojen, a biblijni bohaterowie funkcjonowali w scenografii do filmu fantasy klasy B. W Ziemi Świętej natomiast wszystko staje się bardziej fizyczne, przeniesione z nawiasu w sferę zmysłów. Będąc w Wieczerniku w Wielki Czwartek, czy na Golgocie w godzinę śmierci Chrystusa pielgrzym może poczuć się, jakby wkładał paluchy między drzwi do nieba. Jerozolima w czasie Wielkiej Nocy to czas i przestrzeń związane w węzeł – jedyne takie miejsce na świecie. To wszystko sprawia, że w wielkanocnych celebracjach da się zauważyć próbę posunięcia wszystkiego w jeszcze większą dosłowność, chęć powtórzenia.

Powtórzenia gestu umycia stóp w Wieczerniku, powtórzenie modlitwy w Gethsemani, skąd w kierunku kościoła świętego Piotra in Gallicantu na Syjonie wyrusza nocna procesja ze świecami i pochodniami. Tu już nie ma miejsca na euforię Niedzieli Palmowej. Jest zimno, wszystko zamiera w oczekiwaniu. Piszę „wszystko”, bo, choć chrześcijanie są tylko jednym z elementów  jerozolimskiej układanki, w tym roku świętowało niemal całe miasto - zachodnia Wielkanoc zbiegła się w czasie z Paschą. W trakcie Wielkiego Tygodnia na ulicach w wyznaczonych miejscach płonęły ogniska, w których żydzi palili chleb i produkty zawierające zakwas. Gdy chrześcijanie świętowali śmierć Chrystusa w Wielki Piątek, większość mieszkańców miasta zasiadała do kolacji sederowej. Było więc jak u świętego Jana: ponieważ był to dzień Przygotowania, aby zatem ciała nie pozostawały na krzyżu w szabat – ów bowiem dzień szabatu był wielkim świętem – Żydzi prosili Piłata, aby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała.

Obrzęd zdjęcia z krzyża ciała Jezusa gromadzi w Bazylice Grobu Pańskiego tłumy. Wizerunek Ukrzyżowanego, wiszący na co dzień na Kalwarii ściąga się, po kolei wyciągając gwoździe, namaszcza wonnymi olejkami i zawija w płótno. A wszystko to, by być blisko, jak najbliżej; by spróbować dosięgnąć tajemnicy.

Podczas procesji żałobnej tłum napiera wściekle, ludzie rzucają się z komórkami, tabletami i rękami, by nagrać, zrobić zdjęcie, dotknąć niesionego wizerunku; śpiewy po łacinie zagłuszane są przez krzyki i rozmowy. Gdyby to działo się za życia Jezusa, pewnie to właśnie nas wypędziłby ze świątyni. Ale ta Jego pokora – daje się nam ukrzyżować po raz wtóry - bo nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to nasze, pielgrzymów, zachowanie, niepokojąco przypomina postawę tłumu przed Piłatem. Owiniętego w całun Chrystusa składają w Rotundzie Anastasis. W Wielką Sobotę bazylika jest zamknięta. Gdy ją otworzą w wielkanocny poranek, Jezusa w grobie już nie będzie.

W Niedzielę Zmartwychwstania jestem na rezurekcji odprawianej na dachach. Słońce podnosi się powoli, rozświetlając kolejne uliczki starego miasta. Pierwsze odzywają się dzwony w Bazylice Grobu, a potem kolejne i jeszcze następne. I wiem, że teraz pewnie w Bazylice Świętego Grobu kapłan śpiewa Ewangelię o zmartwychwstaniu na cztery strony świata, ale dla mnie ta wieść wydaje się niemożliwa do udźwignięcia, gdy się ją głosi w glorii i w pełnym świetle dnia. Dlatego tym, co z Wielkanocy w Jerozolimie zapamiętam najlepiej był moment, gdy po liturgii Wielkiej Soboty szłam o północy dochodzącą do Bramy Damasceńskiej ciemną ulicą El-Wad. Noc była błogosławiona i tak cicho zwyciężała miłość. Koło arabskiego butiku o wdzięcznej nazwie "Światło" minęły mnie dwie kobiety, śpiewając cicho alleluja, alleluja.

Ilona Podlecka

stat4u PageRank Checking Icon